„Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że w trakcie tych warsztatów zasiane zostało ziarno mojej przyszłej pracy badawczej, której owocem jest niniejsza książka. Zaczęło się podczas sesji grupowej, gdy Maggie, pielęgniarka z Illinois, przyznała się, że rozpacza po stracie piętnastoletniej córki, Joy, która zginęła tragicznie pod kołami samochodu.

Maggie wyznała, że po śmierci Joy miała sen. Zaznaczyła jednak, że był on tak rzeczywisty, jakby wszystko działo się na jawie:
Było to tuż po świętach Bożego Narodzenia, jakieś trzynaście miesięcy po śmierci mojej córki. Ciągle nie mogłam pogodzić się z losem i tego wieczoru zasypiałam płacząc do poduszki.

W trakcie snu przyszła do mnie Joy i usiadłyśmy razem na nisko zwisającej gałęzi, a pejzaż wypełniony był światłem i nadzwyczaj wyrazistymi kolorami. Barwy drzewa, zieleń trawy i błękit nieba emanowały niezwykle intensywnie.

Joy wyglądała na szczęśliwą. Ubrana była w pastelowo-różową, prześwitującą szatę z delikatnego, zwiewnego materiału, z długimi rękawami i szarfą dokoła bioder. Nie przypominało to żadnych ubrań, które nosiła za życia.

Gdy usiadłyśmy, objęła mnie i położyła głowę na mojej lewej piersi. Wyraźnie czułam jej ciężar i ciało.

Joy powiedziała, że musiała odejść, ale mogła mnie odwiedzić. Na potwierdzenie odfrunęła, by za chwilę pojawić się ponownie i usiąść na tej samej gałęzi. Dawała mi do zrozumienia, że niepotrzebnie tak się zamartwiam, gdyż nie rozstałyśmy się na zawsze.

Pocieszała mnie. Była szczęśliwa i chciała, abym przestała rozpaczać. Uścisnęła mnie mocno i posiedziała jeszcze chwilę ze mną, jednak wkrótce musiała odejść.

Gdy się obudziłam, czułam ogromną ulgę, ponieważ byłam w pełni przekonana, że Joy naprawdę odwiedziła mnie we śnie. Od tego dnia mój stan zaczął się poprawiać i powoli żegnałam się ze smutkiem. Zrozumiałam, że moja córka musiała udać się dalej w swoją wędrówkę, a ja miałam zająć się innymi rzeczami w życiu.
Wszyscy cieszyliśmy się, że Maggie choć we śnie przeżyła tak wspaniałe i podnoszące na duchu spotkanie z córką. Właśnie dzięki niemu mogła przyjść do siebie po tragicznej stracie. Ponieważ sama nazywała to doświadczenie "snem", ja również tak je potraktowałem. Choć wiedziałem, że ludzie miewają nader sugestywne sny, jednak stan ten był dla mnie owocem pracy ludzkiej podświadomości i niczym więcej.

Maggie miała jednak więcej do powiedzenia. Opowiedziała mianowicie, czego doświadczył jej siedemnastoletni syn Bob:
Wydarzyło się to jeszcze przed moim snem, jakieś sześć czy osiem miesięcy po śmierci Joy. Bob był niecałe dwa lata starszy od swojej siostry i absolutnie nie mógł pogodzić się z jej śmiercią.

Tęsknił za nią potwornie, a jego cierpienie było dojmujące. Z jednego z najbardziej lubianych dzieciaków w szkole stał się samotnikiem, któremu towarzyszył jeden lub dwoje przyjaciół. Wracał do domu i oznajmiał: "Kolejny, okropny dzień..."

Pewnego wieczoru uczył się w swoim pokoju, a ja z mężem oglądaliśmy w salonie program telewizyjny. Nagle do pokoju wpadł Bob, krzycząc: "Mamo! Właśnie zobaczyłem Joy!". Gdy uspokoił się, opowiedział nam, co się wydarzyło.

Starał się właśnie skoncentrować nad nauką, choć przychodziło mu to z trudem, gdy w pewnym momencie podniósł głowę i ujrzał Joy stojącą naprzeciw szafy.

Była ubrana w spodnie dżinsowe i krótką koszulkę, jakiej nigdy na niej nie widział. Włosy miała ułożone tak jak zawsze. Nie odezwała się do niego, ale wyrazem twarzy dawała wyraźnie do zrozumienia, że ma się dobrze i że wszystko jest w porządku.

Mówił, że był tak wystraszony, że przez kilka minut nie mógł się poruszyć, ani wypowiedzieć żadnego słowa. Po chwili podskoczył w jej kierunku, ale jej już tam nie było. Wtedy zaczął krzyczeć i zbiegł na dół.
Czy przeżycie to mogło być rzeczywiste? Czy to w ogóle możliwe? Czy pod koniec dwudziestego wieku nastolatka, po swojej tragicznej śmierci w wypadku samochodowym, mogła ponownie pojawić się swojemu bratu na Środkowym Zachodzie USA? Po chwili zastanowienia przestałem brać na poważnie tę relację, przypisując doświadczenie Boba jego nadmiernej wyobraźni, poruszonej smutkiem i rozpaczą albo pobożnym życzeniom. Powtarzałem sobie: Gdy jesteś martwy - to koniec i kropka.”

Bill i Judy Guggenheim, Pozdrowienia z niebios!, Zastrzyk wiary – Projekt ADC




„Po wysłuchaniu tak wielu bezpośrednich relacji, postanowiliśmy sprawdzić jak często zdarzają się przypadki ADC w naszym kręgu kulturowym. Czy dotyczy to jednej osoby na milion? Może jednej na tysiąc? Czy też jednej na sto? Zakładaliśmy, że nie może to być zbyt popularne zjawisko.

Czasopismo American Health w pierwszym numerze z 1987 roku opublikowało wyniki ankiety przeprowadzonej przez Krajowe Centrum Badania Opinii Społecznej (ang. NORC). Badanie prowadził znany katolicki ksiądz i pisarz, Andrew Greeley. Okazało się, że aż 42 procent dorosłych Amerykanów wierzy, iż weszli w kontakt ze zmarłą osobą, a wynik ten wzrasta do 67 procent w przypadku osób owdowiałych. Nie spodziewaliśmy się aż tak wysokich rezultatów.

Zakładając, że wyniki tej ankiety są prawdziwe, zastanawialiśmy się, dlaczego tak wiele osób rozpoczynało swoje relacje od stwierdzeń typu: "Nie oczekuję, że mi uwierzycie..." lub "Pomyślicie pewnie, że jestem szalony, jak usłyszycie, co mi się przytrafiło..." lub "Pewnie zabrzmi to dość dziwacznie..."

Dlaczego ludzie tak bardzo obawiają się wyjawić te ważne momenty swego życia? Dlaczego o przypadkach komunikacji pośmiertnej nie można dyskutować swobodnie i publicznie? Dlaczegóż nie zbadać tych doświadczeń jako potencjalnego dowodu na istnienie życia po śmierci? Czyż nie spełniłoby to obietnicy wielkich religii świata, że każdy z nas przeżyje śmierć fizyczną i ponownie spotka się w miłosnym uścisku ze zmarłymi, których kochał za ziemskiego życia?

Czyż istnieje lepsze źródło otuchy dla rozpaczających po stracie dziecka rodziców nad możliwość ponownego z nim spotkania? Albo dla wdowy lub wdowca, że będą mogli ponownie połączyć się ze swym zmarłym małżonkiem, z którym spędzili całe ziemskie życie? Albo że każdy z nas będzie mógł po śmierci spotkać swoich krewnych lub przyjaciół?

Istnieje oczywiście logiczne wytłumaczenie tych obaw. Jakkolwiek większość profesjonalistów zajmujących się ochroną zdrowia i doradztwem słyszało o komunikacji pośmiertnej, to wielu uważa to zjawisko za nierzeczywiste. Psychologowie, psychiatrzy, doradcy personalni pracujący z osobami pogrążonymi w żałobie, kapłani i wielu innych uznają te przeżycia za halucynacje, iluzje lub wytwory fantazji. Tradycyjnie sądzi się, że ADC to efekt pobożnych życzeń, praca wyobraźni, myślenie magiczne lub wspomnienia wywołane smutkiem. Relacje te zwykle określa się jako halucynacje wywołane rozpaczą.”

Bill i Judy Guggenheim, Pozdrowienia z niebios!, Zastrzyk wiary – Projekt ADC




„W ciągu najbliższych kilku tygodni mój zapał jednak nieco opadł, gdyż naszły mnie wątpliwości: Jak mogę sobie i innym udowodnić, że komunikacja pośmiertna nie jest wyłącznie wytworem pobudzonej rozpaczą wyobraźni, jak sądzi wiele osób? Czy znajdę jakikolwiek dowód na to, że doświadczenia te mogą być rzeczywiste?

W tamtym czasie byłem już rozwiedziony z Judy od czterech lat, po siedemnastu latach małżeństwa. Po rozstaniu uświadomiliśmy sobie jednak, że mając trzech synów, jesteśmy związani ze sobą na całe życie. Postanowiliśmy więc odsunąć na bok rozbieżności w naszych charakterach i ponownie zostaliśmy przyjaciółmi. Nie było to takie łatwe, ale efekty warte były tego poświęcenia.

Pewnego popołudnia zadzwoniłem do Judy i zaprosiłem ją do siebie, aby przedstawić jej mój dylemat. Gdy mówiłem, że ponownie usłyszałem w głowie ten sam głos, który tym razem przydzielił mi zadanie do wykonania, zadzwonił telefon. Moja przyjaciółka, Darcie Miller, która dobrze znała moje zainteresowania komunikacją pośmiertną, chciała opowiedzieć mi o niezwykłym wydarzeniu.

Jej matka, która przechodziła chemioterapię, zmarła nieoczekiwanie w szpitalu. W ciągu pół godziny od zgonu, Darcie udała się do bliskiej przyjaciółki matki, Rose, aby ją o tym poinformować. Zanim jednak otworzyła usta, Rose powiedziała: Wydarzyła się właśnie najdziwniejsza rzecz w moim życiu. Twoja matka przyszła do mnie, przechodząc przez ścianę, i oznajmiła: - Zawsze cię kochałam i zawsze będę. - a następnie odeszła. Nikt nie zadzwonił w międzyczasie do Rose z informacją o śmierci jej przyjaciółki. Zanim oficjalnie dowiedziała się o zgonie, przeżyła ADC.

Zdałem sobie sprawę, że Darcie nie mogła zadzwonić w lepszym momencie. Mój entuzjazm wzrósł pod niebiosa, a Judy natychmiast poczuła to samo. Uświadomiliśmy sobie, że w tym przypadku na ADC nie miał wpływu stan rozpaczy, gdyż Rose w momencie komunikacji nie wiedziała nic o śmierci swojej przyjaciółki. Jeżeli więc zdarzyło się to jednej osobie, prawdopodobnie więcej ludzi może mieć podobne doświadczenia. W końcu miałem w ręku pierwszy dowód na obalenie teorii, że ADC jest wynikiem halucynacji wywołanych smutkiem. Takiego potwierdzenia potrzebowałem, i razem z Judy byliśmy gotowi do podjęcia działania.”

Bill i Judy Guggenheim, Pozdrowienia z niebios!, Zastrzyk wiary – Projekt ADC




„Edith, doradca personalny dla osób pogrążonych w żałobie, miała wyjątkowe przeżycie ze swoim 65-letnim pacjentem Howardem, który chorował na stwardnienie zanikowe boczne (ALS):
Pielęgniarka z hospicjum zadzwoniła do mnie do domu, aby powiedzieć, że Howard umiera, choć może to trwać nawet kilka godzin. Będąca przy nim żona przeżywała załamanie i prosiła, abym przyjechała. Odparłam "Oczywiście" i natychmiast poszłam się przebrać.

Wtem, stojąc przed szafą, poczułam obecność Howarda. Stał po mojej prawej stronie, emanował lekką energią, pełną radości i wolności.

Wydawało mi się, że w sercu słyszę jak żegna się ze mną i dziękuje za moją pomoc. Całe przeżycie było krótkie i trwało jakieś trzydzieści sekund.
Po chwili spojrzałam na zegarek, na którym widniała godzina 4:23. Pojechałam do domu Howarda, a gdy weszłam, powiedziano mi, że zmarł dokładnie o 4:23.
Powyższa komunikacja pośmiertna nastąpiła praktycznie w momencie śmierci Howarda, a Edith nie mogła wcześniej wiedzieć, kiedy dokładnie zmarł. Niewiarygodna zgodność czasu w tym przypadku jest dodatkowym dowodem na rzeczywiste występowanie ADC. W dalszej części książki poświęcamy cały rozdział na przedstawienie tego typu zdarzeń, gdy komunikacja następuje jeszcze zanim osoba, z którą zmarły się kontaktuje poprzez ADC, oficjalnie dowiaduje się o jego śmierci.”

Bill i Judy Guggenheim

Pozdrowienia z niebios!, Wyczuwanie obecności - ADC odczuwane





„Lois, gospodyni z Nebraski, była bardzo szczęśliwa, gdy jej mąż, Ray, skontaktował się z nią po tym, jak zmarł na udar mózgu w wieku 33 lat:
Rankiem, po śmierci Ray'a, usłyszałam jego głos: "Zapomniałem wpłacić do banku pieniądze, które są w kieszeni mojego płaszcza. Przełóż je lepiej do swojej portmonetki." Brzmiało to tak, jakby stał tuż za mną, po prawej stronie.

Poszłam sprawdzić kieszenie w jego płaszczu i naprawdę znalazłam pieniądze! Było to trochę ponad trzysta dolarów gotówką! Przydało się bardzo w tamtym okresie.

Sprzedaliśmy tuż przed jego śmiercią samochód. Ray włożył pieniądze do kieszeni i miał je później wpłacić do banku, a ja nie wiedziałam, że nie zdążył.
Powyższa historia to jeden z naszych żelaznych dowodów na prawdziwość ADC. Lois dowiedziała się w trakcie komunikacji ze zmarłym mężem o fakcie, o którym nie miała wcześniej pojęcia - gdzie znaleźć pieniądze, które swoją drogą były jej w tym momencie bardzo potrzebne.”

Bill i Judy Guggenheim

Pozdrowienia z niebios!, Słuchanie głosu - ADC słuchowe




„Sarah jest technikiem dentystycznym z Kolorado. Jej 24-letni syn Andrew zginął w wypadku na motorze, a po swojej śmierci wsparł duchowo całą swoją rodzinę:
Stałam w kuchni przed zdjęciem i prochami Andrew'a. W pewnym momencie podszedł do mnie Kyle, nasz drugi syn, i objął mnie. Po chwili dołączył do nas mój mąż Doug i wszyscy zastygliśmy w uścisku.

Gdy tak staliśmy objęci, a łzy spływały nam po policzkach, poczuliśmy delikatny nacisk na ramiona, jakby ktoś nas obejmował. Pomyślałam w sercu, że to Andrew, a Doug i Kyle - jak się później okazało - mieli podobne wrażenie. Wszyscy czuliśmy ciepło jego uścisku i miłości, a gdzieś w głowach usłyszeliśmy:
Hej, ludziska, wszystko w porządku!.

Nie trwało to dłużej niż trzydzieści sekund i później ciepło i dotyk znikły. Jednak dzięki temu jeszcze raz po śmierci Andrew'a całą rodzinę połączył wspólny uścisk.
Powyższa historia to przykład komunikacji pośmiertnej, w której uczestniczyło kilka osób jednocześnie. W dalszej części książki poświęcamy cały rozdział na omówienie ADC, w których uczestniczy dwoje lub więcej ludzi w tym samym miejscu i czasie.”

Bill i Judy Guggenheim

Pozdrowienia z niebios!, Odczuwanie dotyku – ADC dotykowe




„Tara jest 39-letnią artystką i projektantką, która mieszka na Rhode Island. Przeżyła bardzo ciekawe doświadczenie, gdy jej kuzyn Larry dotrzymał po swojej śmierci na raka, złożonej za życia obietnicy:
W dzieciństwie wychowywałam się wraz z kuzynem. Bawiliśmy się razem i wzajemnie znaliśmy wszystkie swoje sekrety. Zawarliśmy porozumienie, że kto z nas umrze pierwszy, to w miarę możliwości skontaktuje się z drugą osobą. Oczywiście nie wiedzieliśmy jak to się odbędzie, ale w jakiś sposób na pewno.

Trzy dni po śmierci Larry'ego, gdy wchodziłam do sypialni poczułam raptem, że Larry pojawił się przy mnie. Pokój wypełnił się zapachem jego ulubionej wody kolońskiej English Leather, którą używał przez całe życie. Podkreślam, że z powodu alergii nie trzymam w domu żadnych perfum, a mój mąż nie używa żadnej wody kolońskiej.

Powiedziałam tylko "O mój Boże, przecież to Larry!". Całe moje jestestwo wrzało od emocji i zrozumiałam, że Larry dotrzymał słowa. W ten sposób informował mnie, że po śmierci nadal coś jest.

Po jakimś czasie zapach i odczucie jego obecności zupełnie znikły. Byłam jednak szczęśliwa, że udało mu się dotrzymać naszej umowy z dzieciństwa. Naprawdę nam się udało!
Tego typu porozumienia, dotyczące pośmiertnego kontaktu, są bardzo często dotrzymywane. Podniecenie i radość, jakie ogarniają pozostającą wciąż na Ziemi osobę, gdy zmarły bliski lub przyjaciel nawiążą z nią kontakt po swojej śmierci, są nie do opisania. Takie doświadczenie albo wzmacnia czyjąś wiarę w życie po śmierci, albo też rzuca wyzwanie do poważnej weryfikacji swoich poglądów na temat życia po drugiej stronie.”

Bill i Judy Guggenheim

Pozdrowienia z niebios!, Odczuwanie zapachu – ADC zapachowe





„Molly pracuje jako stenografka sądowa w Missouri. Gdy po naturalnej śmierci swojej 87-letniej babki ponownie ją ujrzała, była bardzo szczęśliwa:
Razem z babcią byłyśmy bardzo ze sobą zżyte, gdyż mieszkałam z nią przez sporą część swojego dzieciństwa. Od młodości była kaleką i nie pamiętam, abym widziała ją stojącą w normalny sposób.

Na drugą noc po jej śmierci leżałam w łóżku i nie mogłam zasnąć. Oczy miałam szeroko otwarte i nagle - ujrzałam ją! Stała wyprostowana i wyglądała na 30-35 lat. Jej postać była tak realna, jakby było to naprawdę ludzkie ciało.

Miała krótkie, kręcone włosy i uśmiechała się słodko. Nie odezwała się do mnie, ale poczułam, że chciała pokazać mi, iż teraz może stać prosto.
Ubrana była w staromodną sukienkę w dziwny wzór: czerwony pas na białym tle. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Stała i uśmiechała się. Po chwili wstałam i zapaliłam światło, ale już jej nie było.

Następnego ranka opowiedziałam o tym zdarzeniu mojej cioci. Opisałam jej sukienkę babci, a ona zabrała mnie do piwnicy, zaczęła przerzucać ubrania w jakichś starych skrzyniach i... wyciągnęła narzutę, którą moja babka sama uszyła! To był ten sam materiał - czerwony pas na białym tle!
Ten rodzaj ADC stanowi dla nas niezbity dowód na prawdziwość przeżyć ADC. Molly utwierdziła się w przekonaniu, że naprawdę odwiedziła ją babcia, gdy ciocia pokazała jej narzutę na łóżko o tym specyficznym wzorze. Był to ten sam materiał, z którego babcia zrobiła kiedyś sukienkę, a później z resztek uszyła narzutę na łóżko.”

Bill i Judy Guggenheim

Pozdrowienia z niebios!, Pełna wizualizacja - ADC wizualne





„Lois prowadzi własny dom i mieszka w Nebrasce. Tuż po śmierci męża, Raya, który zmarł na udar w wieku 33 lat, była świadkiem niezwykłej sceny (jej słuchowe ADC zamieściliśmy w rozdziale 3):
Gdy Ray umarł, nasi czterej synowie mieli od ośmiu do trzynastu lat. Trzej starsi synowie wiedzieli, że ojciec źle się czuł i rozumieli, co się wydarzyło. Ale nasz najmłodszy syn, ośmioletni Jesse, był przerażony i zdezorientowany.

Ray bardzo kochał swoich synów i zawsze z nimi rozmawiał na różne tematy. Jeździliśmy razem na kempingi, omawialiśmy razem różne problemy. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu.

Dwa dni po śmierci Raya szłam korytarzem w naszym domu i gdy dochodziłam do dużej sypialni, zobaczyłam Jesse siedzącego na łóżku ze swoim ojcem! Tata obejmował go ramieniem i rozmawiał z nim. Ray wyglądał naturalnie, jakby nic się nie stało. Był bardzo spokojny.

Ray był świadomy, że ich zobaczyłam. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się, ale ręką pokazał, abym wróciła z powrotem na dół. Wycofałam się, schowałam za rogiem i czekałam prawie piętnaście minut.

Jesse w końcu wyszedł z sypialni. Wyglądał jednak dużo lepiej niż wcześniej - był spokojniejszy i szczęśliwszy. Czułam, że Ray wytłumaczył mu co się stało. Gdy mnie zobaczył, od razu powiedział: "Tata powiedział mi, że musiał odejść i już nie wróci, ale mamy się o niego nie martwić - wszystko będzie dobrze".

Wcale się tym nie zdziwiłam. Było to dla mnie naturalne, że Ray pojawił się swemu najmłodszemu synowi, który dzięki temu pogodził się z nową sytuacją i mógł dalej żyć.

Dzięki temu, że Lois była świadkiem tej ważnej, poufnej rozmowy ojca z synem, mogła natychmiast okazać mu swoje wsparcie, gdy spontanicznie podzielił się z nią swoim przeżyciem. Na nieszczęście w naszym kręgu kulturowym wiele dzieci napotyka na niezrozumienie ze strony dorosłych, gdy zwierzają się ze swoich przeżyć komunikacji pośmiertnej.”

Bill i Judy Guggenheim

Pozdrowienia z niebios!, Potwierdzenie - Wspólne ADC



„Daniel jest pracownikiem społecznym i mieszka w stanie Minnesota. Po śmierci swojej żony Kathy, która w wieku 28 lat zmarła na raka, przez cztery kolejne noce przeżył serię oświecających wizji ADC:

Gdy położyłem się spać w dniu, w którym zmarła moja żona, byłem zmęczony i wyczerpany. Starałem się odprężyć, ale przez moją głowę przebiegały tabuny myśli. Nagle gdzieś w środku ujrzałem zdjęcie Kathy. Zdziwiłem się, ale nawet po otwarciu oczu nadal widziałem jej obraz. Ogarnął mnie błogi spokój i poczułem, że jest przy mnie obecna.

Kathy była piękna; miała piękne rysy twarzy i ubrana była w cudowną, białą i zwiewną sukienkę. Lśniła jak nigdy wcześniej. Znowu miała swoje długie, ciemne włosy, które straciła w czasie chemioterapii. Byłem pod wrażeniem jej piękna.

Zaczęliśmy telepatyczną rozmowę. Kathy powiedziała, że jest bardzo szczęśliwa, że spotkała swoich dziadków i innych krewnych. Powiedziałem, że ją kocham i akceptuję to, że odeszła i nie musi już cierpieć.

Cieszyliśmy się sobą wzajemnie przez jakiś czas i podziękowałem jej, że cały czas jest ze mną. Gdy jej obraz zaczął znikać, obiecała, że będzie przy mnie, kiedykolwiek będę jej potrzebował.

Kolejnej nocy tuż po położeniu się do łóżka czułem otępienie. Myśli tłoczyły mi się w głowie, czy zrobiliśmy dla Kathy wszystko tak jak trzeba. Po chwili znów poczułem jej obecność i ujrzałem Kathy, ubraną w jeszcze jaśniejszą i zwiewną szatę. Światło było dosłownie wszędzie - wypływało z niej, było za nią i dokoła niej.

Zwierzyła się, że spotkała jeszcze więcej swoich przyjaciół oraz krewnych i była bardzo zajęta. Zasugerowałem, że mogłaby spotkać się ze św. Franciszkiem, który wiele dla niej znaczył.

Rozmawialiśmy też o dzieciach, a Kathy zapewniła mnie, że będzie czuwać i nie powinienem się martwić. Podziękowała mi za opiekę nad nią, a ja za zaufanie, jakim mnie obdarzyła. Po chwili zasnąłem.

Następnego dnia pochowaliśmy jej ciało, a ja czułem się tak, jakbym do końca nie rozumiał, co się stało. W nocy ponownie zobaczyłem Kathy. Była jeszcze piękniejsza, jaśniała jeszcze bardziej - jakby jej ciało zrobione było z czystego światła.

Zapytałem Kathy, jak wygląda niebo. "Jestem tu taka szczęśliwa - odparła. - Nie ma między nami żadnych barier. Możemy w pełni odczuwać dobroć, która jest w każdym z nas i dobroć każdej innej duszy. Dzięki tej dobroci wzrastamy, rozwijamy się; nasze możliwości poznawania dobroci są coraz większe; coraz lepiej potrafimy odczuwać dobroć innych osób, które poznajemy. Aż nie mogę się doczekać, kiedy sam będziesz mógł poznać tę miłość i wolność!". Jeszcze jakiś czas rozmawialiśmy ze sobą, aż wizja znikła zupełnie.

W czwartą noc wizja pojawiła się zaraz po tym, jak znalazłem się w łóżku. Tak jak wcześniej, mogłem mieć otwarte lub zamknięte oczy - wizja cały czas pozostawała przede mną. Tym razem jednak Kathy nie była już bardzo widoczna, gdyż światło było jeszcze bardziej intensywne, niż poprzednio.
- Chodź ze mną - zaproponowała. - Chciałabym ci coś pokazać.

W jakiś sposób stałem się nagle częścią tej wizji. Poruszaliśmy się ścieżką wzdłuż pięknej doliny, a wokół nas ciągnęły się poszarpane łańcuchy górskie, które schodziły się w jeden szczyt, gdzieś daleko, na jej końcu.

- To jest życie - powiedziała. - Jest wiele ścieżek poprzez dolinę, na których spotkasz wielu ludzi. Każdy będzie miał własne zrozumienie dobra i zła, a ty powinieneś cieszyć się ich towarzystwem i akceptować takimi, jakimi są. Niektórzy docierają na szczyt jako pierwsi, a inni muszą przecierać swój szlak przez całe życie.

Postać Kathy powoli zmieniła się w lśniące, białe światło u szczytu doliny. W końcu światło wchłonęło ją całkowicie, a następnie połączyło się z innym, podobnym światłem na szczycie góry. Nie czułem się porzucony. Cieszyłem się, że Kathy weszła w światło, że stała się światłem i że światło to nie miało żadnych granic. Jej światło docierało do mnie i na zawsze stało się częścią mnie samego.

To była ostatnia wizja. Byłem jednak usatysfakcjonowany i nie czułem żadnej straty. Przeżycia te były tak żywe i realne, że nie miałem cienia wątpliwości co do ich autentyczności. Wszystkie cztery wizje wydały mi się pewną całością, jakby były pełne same w sobie.”


Bill i Judy Guggenheim

Pozdrowienia z niebios!, Naszyjnik pereł - ADC najlepsze z najlepszych




„W oparciu o nasze badania nad komunikacją pośmiertną i o inne źródła, możemy stwierdzić, iż każdy z nas jest studentem w ogromnym uniwersytecie zwanym "szkołą życia". Czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie, każdy z nas jest zarówno studentem, jak i nauczycielem. Wszystkie zajęcia są bardzo zróżnicowane, ale program duchowy jest praktycznie taki sam dla każdego. Został przygotowany w taki sposób, abyśmy stopniowo nauczyli się bezwarunkowej miłości do każdej istoty, w tym do siebie samego. Po osiągnięciu odpowiedniego poziomu duchowej świadomości, automatycznie czujemy wewnętrzną potrzebę, aby służyć innym. Kuszące materialne cele, które obejmują zdobywanie bogactw, władzy, sławy czy pozycji społecznej, ustępują stopniowo miejsca takim duchowym wartościom, jak: miłość, współczucie, wybaczenie, tolerancja, akceptacja, hojność czy spokój.

Zapewne zauważyliście, że wiele duchowo zaawansowanych osób podejmuje profesje związane z pomaganiem innym, choć nie oznacza to, że duchowości nie można wyrazić poprzez inne zajęcia. Ci, którzy przeżyli śmierć kliniczną, pracują często zawodowo lub jako wolontariusze przy opiece nad nieuleczalnie chorymi ludźmi lub też pomagają osobom pogrążonym w żałobie. Ich główną motywacją jest pomoc innym ludziom w pokonaniu strachu przed śmiercią i w pełniejszym cieszeniu się życiem. Istotne jest nie to, jaką pracę wykonujemy, ale z jakim nastawieniem i z jakimi uczuciami podchodzimy do drugiego człowieka.”

Bill i Judy Guggenheim

Pozdrowienia z niebios!, Miłość jest wieczna - Refleksje nad ADC





2003 © BMG Wszelkie prawa zastrzeżone
Niektóre treści pochodzą ze stron towarzystwa
The Society of Spiritual Regression - www.SpiritualRegression.org
lub The ADC Project - www.after-death.com




Created by Szerszyński



Strona główna
Zamów książki  • Zamów informacje o nowościach • Wasze opinie o książkach • Napisz do nas